W środę, 18 marca po południu w warszawskiej Białołęce doszło do potężnego pożaru. Ogień zniszczył elowację jednego z powstających budynków. Mimo że na miejscu niemal od razu pojawiły się odpowiednie służby -strażacy próbowali ugasić ogień przez ponad godzinę. Ponadto walczyli też o życie pracownika, który uwięziony został na wysokości.

Do pożaru doszło po godzinie 13 w środę. Jak się okazuje zdarzenie miało miejsce w okolicach ulicy Modlińskiej. Pożar rozprzestrzenił się na odcinku około 40–50 metrów elewacji. Nad Białołęka oraz innymi dzielnicami zaczęły unosić się kłęby dymu. Do zdarzenia doszło na terenie zamkniętego, ogrodzonego osiedla.
„Większość pracowników ewakuowała się natychmiast po zauważeniu zagrożenia. Jeden z nich nie miał jednak takiej możliwości – operator żurawia, odcięty przez dym na wysokości, pozostał uwięziony w kabinie tuż przy płonącej ścianie”
-czytamy na portalu Goniec.pl.
Na miejscu pojawiło się 18 zastępów straży pożarnej jednostki JRG nr 1, 5, 7, 8, 9, 10, 11, 17 oraz JRG Akademii Pożarniczej. Strażacy ponad godzinę próbowali ugasić pożar.
„Ze względu na bardzo duże zadymienie na razie nie ma możliwości bezpiecznego podjęcia ewakuacji”
-mówił bryg. Artur Laudy z PSP.
Po 14:30 podano, że udało się wydostać mężczyznę. Natychmiast została mu udzielona odpowiednia pomoc. Na miejscu pojawiła się karetka pogotowia.
Pożar, o którym mowa był jednym z największych w ostatnim czasie.
Źródło: goniec.pl


























