Rany głowy, kręgosłupa, poprzecinane mięśnie u 58-latki. Jak twierdzą eksperci, takich obrażeń nie da się pomylić z niczym innym.
Jak zatem doszło do śmierci kobiety z Podkarpacia?

Tragedia miała miejsce 23.04.2026 r. w miejscowości Płonna w powiecie sanockim. To tam 58-latka razem z synem wybrała się do lasu – najprawdopodobniej zbierali zrzucane przez jelenie poroża. W pewnym momencie się rozdzielili, a później 27-latek znalazł matkę leżącą na ziemi.
Atak niedźwiedzia
Robert Pieszczoch w rozmowie z Polsat News powiedział, że kobieta zdołała skontaktować się z synem.
Dotarły do nas sygnały, że podczas tej tragedii rozgrywały się drastyczne sceny. Pani przed śmiercią skontaktowała się z synem, który był w lesie, ale w innym miejscu i wtedy wydarzyło się najgorsze.
– relacjonował.
Niedźwiedź zaatakował kobietę
Syn 58-lateki wezwał na miejsce służby, jednak życia kobiety nie udało się uratować. Nie ma też wątpliwości, że została ona zaatakowana przez niedźwiedzia.
Rany dotyczą głowy, kręgosłupa. Jeśli pazury uderzą w mięśnie, są one poprzecinane, rany są szerokie. Jest to ewidentne, nie da się tego z niczym pomylić.
– mówi Nadleśniczy Nadleśnictwa Lesko Jan Mazur.
źródło: Interia



























